Jak smakuje życie?

Jeśli pamiętacie tego bloga za czasów Koralika, czyli mnie w wieku gimnazjalnym, wiecie, że jako pilna uczennica byłam na nie wszelkim używkom. Sięgając pamięcią do „gwiazdek” Onetu, możemy pomyśleć o nagrodzonym jedną z tych „gwiazdek” poście mojego autorstwa, który nazywał się: „Picie i palenie – nowa nastoletnia moda?”. Wtedy też musiałam czuć się niezwykle dorośle, będąc na nie piciu i paleniu, pisząc w jednym z postów:

I co my, porządni uczniowie mamy zrobić, gdy widzimy takich pijących i palących z naszej szkoły?

Te słowa napisałam pięć lat temu, miałam więc piętnaście lat i chodziłam do trzeciej gimnazjum. Przeciętny uczeń gimnazjum na pewno spróbował już wtedy, jak smakuje piwo i miał w ręce choć jednego szluga. Ale ja wtedy już traktowałam palenie jako modę, której ulegali moi rówieśnicy dla „szpanu”. Ja – ta „porządna uczennica” już w gimnazjum postanowiłam, że nie zapalę nigdy w życiu. Z alkoholem nie byłam taka restrykcyjna, to znaczy nie piłam w gimnazjum, ale jednak wiedziałam, że w przyszłości będę pić okazyjnie, zawsze z głową.

Wychowana w rodzinie, w której się nie pali, miałam zakodowane na etapie podstawówki, że palenie jest „be”, że to nałóg. Na gimnazjum wciąż utrzymywałam, że palenie jest złe, więc na propozycje spróbowania „bucha” odmawiałam. W liceum spotkałam się z pierwszym przypadkiem raka płuc, który przytrafił się w życiu palacza, znajomej mi osoby. Poszłam na studia, wciąż nie wiedząc, jak smakuje papieros. Wybrałam uczelnię medyczną, studiuję farmację.

Na początku roku zmarły dwie osoby, obie na raka. Wtedy byłam pewna, że palenie zabija, że palenie może zabić. I byłam pewna, że nie zapalę, aż tu nagle… Mój profesor od socjologii zdrowia na zajęciach zadał nam pytanie i skłonił do refleksji, jak to jest potępiać palaczy, ale jednak umrzeć ze świadomością, że nigdy się nie spróbowało. Chociaż raz. Ten jedyny raz. Pierwszy raz.

Dlaczego nie? Zadałam sobie to pytanie i po konsultacji z moją przyjaciółkę, którą uznaję za rozsądniejsza ode mnie stwierdziłyśmy, że ten jeden jedyny raz nie zaszkodzi. Kiedy tylko dowiedziałam się, że jagodowe papierosy istnieją, byłam pewna, że gdyby mój „pierwszy papierosowy raz” miał nastąpić w przyszłości, będzie to jagoda.

Dwa „buszki” chyba nikomu w życiu nie zaszkodziły, prawda? Oj, zaszkodziły. I nie chodzi o morale. Brzmię, jak upadła kobieta, ale spokojnie – nie czuję się gorzej z tym, że choć miałam tego nie robić, to jednak spróbowałam. Mam przecież dwadzieścia lat. Jak nie chodzi o morale, to o co chodzi? Nie o pieniądze, chociaż wolę wydawać pieniądze na nowe torebki niż na jagodowe papierosy. Chodzi o mdłości. Mnie najzwyczajniej w świecie było okropnie niedobrze po dwóch „buchach”. Śmiech na sali? Żenada roku? A może to morale obudziły się w żołądku :oops: