Czy w akademiku da się uczyć?

Gdyby ktoś w liceum spytał mnie o tym, czy wyobrażam sobie siebie w akademiku, odpowiedziałabym stanowczo: NIE!. Akademik? Imprezy, wóda i hałas – tak pomyślałabym z pewnością kiedyś. Dzisiaj w nim mieszkam i choć powyższych trzech zaprzeczyć nie mogę, znalazłam wiele pozytywnych odsłon życia w akademiku.

Gdy zdecydowałyśmy się z koleżanką z liceum na Poznań, pierwszym krokiem było szukanie mieszkania. Idąc po kosztach, szukałyśmy pokoju dwuosobowego. Znalazłyśmy całkiem miły pokój (urzekły nas białe meble, bo każda z nas od dziecka marzyła o białych meblach), jednak pozory mylą, a Poznaniacy kłamią (szczególnie wredne baby, które wynajmują mieszkanie, podpisują umowę i zatajają fakt, że w mieszkaniu i wynajmowanym pokoju była wcześniej pleśń). Jak wiadomo pleśń lubi wracać. „Nasza” pleśń również powróciła i gdy tylko koleżanka odkryła ją za swoim łóżkiem, spakowałyśmy manatki i trzy noce później zasypiałyśmy już w akademiku.

Jak było wcześniej? Płaciłam 550 złotych za dwuosobowy pokój w mieszkaniu czteropokojowym, z czego trzy inne pokoju zajmowali chłopaki. Było miło, chociaż w naszej łazience po każdym zrobieniu przez nich prania (ja zdecydowałam się prać w domu, zaraz dowiecie się dlaczego) – łazienka pływała. Pralka nie działała jak należy i naprawdę po każdej wizycie w łazience miałam wrażenie, że jestem ofiarą powodzi. Poza tym w pokoju było zimno, dlatego musiałyśmy dogrzewać się farelką. Jak teraz pomyślę o tym mieszkaniu, to robię „brrrr” w myślach i tak bardzo cieszę się, że mieszkam w akademiku.

Mój akademik jest najtańszym spośród tych medycznych. Płacę jedynie 345 złotych, a widok z 11 piętra na Poznań nocą sprawia, że myślę sobie, że jednak mam w życiu szczęście (podobno głupi ma je w życiu, więc nie wiem, czy powinnam się tak cieszyć!). Mnie i koleżance udało się zająć ostatnią wolną „dwójkę” na cały akademik, więc to naprawdę cud, zwłaszcza, że przeprowadzałyśmy się w listopadzie, już po całej procedurze rekrutacyjnej trwającej przed rozpoczęciem roku akademickiego. Mój akademik oprócz niskiej ceny, ma drugą cechę, w której przoduje – imprezy. Mieszkam na najgłośniejszym piętrze i podczas pierwszego dnia tutaj uczyłam się do kolokwium w zatyczkach do uszu. Potem przywykłam. Większe i głośniejsze imprezy są w weekendy, a wtedy wracam do domu. Jednak gdy całe życie mieszkało się w dwupiętrowym domu tylko z rodzicami i miało się do dyspozycji kilka pokojów, a tu tylko jeden i to dosyć mały, chce się tej przestrzeni i ogrodu chociaż w weekend. A że z Poznania do Zielonej Góry, a dalej Żar nie jak aż tak daleko, staram się wracać, jak mogę najczęściej.

Imprezy zdarzają się też w ciągu tygodnia. Sama organizowałam w kuchni wigilię grupową, ale sprzątnęłam po niej tak, że była czystsza niż przed wigilią. Właśnie, kuchnia to problem. Szczególnie, jeśli w poniedziałek rano mam ochotę na jajecznicę i muszę przedzierać się przez stos butelek i innego syfu w kuchni. Studenci w kuchni syfią. Nie wszyscy, ja nie. Ale moje piętro zamieszkuje „starsza brać studencka”, dużo osobników płci męskiej, którzy nie zwracają uwagi na to, czy trafią do kosza czy też nie.

Jednak to kuchni da się przywyknąć, przecież spędzam w niej kilkanaście minut dziennie, a czasami w ogóle do niech chodzę, jeśli jem coś na mieście.

W akademiku da się uczyć, tak jak wszędzie, jeśli ktoś tego chce. Warunki do nauki są o wiele lepsze, jest mi tu ciepło i mogę nagrzać pokój tak, jak mi się tylko podoba. Uczyć uczy mi się tu o wiele lepiej. Tu nie marznę, a to podstawa. Mieszkamy w segmentach. Ja i moja koleżanka jesteśmy w segmencie z dwiema innymi dziewczynami. Na cztery osoby mamy toaletę i łazienkę. Już nie jestem ofiarą powodzi po praniu chłopaków. Jednak mieszkanie  z dziewczynami, to mieszkanie z dziewczynami ;) Wybaczcie, chłopcy :)

W Poznaniu wyszło dziś piękne słonko, a lody, jakie jadłam ostatnio to połączenie dwóch smaków – rabarbaru z czarną porzeczką:

Ostatnio raczę się lodami z fabryk lodów tradycyjnych. Lody są w nich takie pyszne i człowiek wie, że to, co je, to naprawdę porzeczki czy jagody. Co prawda kulka, a raczej porządna kula kosztuje 4 zł, są warte swojej ceny. Chyba jutro w ramach zbliżającej się majówki znowu się tam wybiorę! :)

A Wy gdzie mieszkacie lub mieszkaliście/planujecie mieszkać na studiach? Jak było? :)

16 Komentarze

  1. Ja mieszkałam dwa lata w mieszkaniu studenckim. Pierwszy rok był świetny, bo ludzie byli świetni. Drugi rok niestety nie był już tak różowy, bo jako jedyna zostałam w tym mieszkaniu, a reszta współlokatorów się zmieniła. Z czterech osób tylko jedna była w porządku i nie bałaganiła, reszty można się domyślić.
    Mój chłopak natomiast mieszka w akademiku i wiem, że mają tam specjalne pokoje do nauki. Są one wygłuszone, więc impreza trwa, a tam cisza :) Fajne rozwiązanie

  2. ja to wybrałam studia pod domem ;P nawet 1,5 godzinny dojazd był dla mnie nie do przeskoczenia i dobrze zrobiłam, bo dzisiaj kończę drugi kierunek, a dojazdy by mnie pewno przygniotły do ziemi. Akademiku więc nie brałam pod uwagę. Sama mieszkam w domu z ogrodem i … chyba nie potrafiłabym gdzie indziej. Oczywiście, gdybym nie miała wyjścia to bym przywykła, ale tak to nie ma lepszego miejsca dla mnie;)

  3. nigdy nie chciałabym mieszkać w akademiku, bo właśnie te w pobliżu Polibudy Śląskiej (na której studiowałam… parę miesięcy xD) to właśnie impreza na imprezie, a mnie aż uszy więdły jak słuchałam o rzygach i wódzie :D

  4. Szczerze nie zdam matury więc… nieważne. teraz mieszkam z mamą ale z powodu złych dojazdów i braku prawka do którego w ogóle nie mam chęci i czasu chcę się wyprowadzić z przyjaciółką do innej miejscowosci. Co z tego będzie nie wiem. Ja tymczasem życzę Ci powodzenia

  5. Akademik to jednak nie takie złe rozwiązanie jak się wszystkim wydaje ;) Mam sporo znajomych mieszkających w akademiku i mimo tylu imprez i innych kuszących rzeczy odrywających od nauki, dają radę i naprawdę osiągają niezłe wyniki. ;)

    Jednak ja zamierzam na studiach wynająć jakieś mieszkanie ze względu na to, że wynajmę je z chłopakiem, który studiuje zaocznie i jednocześnie pracuje. W tym wypadku będzie to najlepsze rozwiązanie.

  6. Lody rabarbarowe… nie wiedziałem, że coś takiego robią. Muszę tego koniecznie spróbować

  7. przez całe studia wynajmowałam mieszkania. w akademiku mieszkałam pół roku będąc na Erazmusie w Niemczech. tam akademiki są lepsze,niż u nas,mimo to jednak nie do końca odpowiadała mi taka opcja mieszkaniowa. samodzielne lokum ma moim zdaniem tę ogromną przewagę,że sama dobierasz sobie współlokatorów (przynajmniej w moim przypadku zawsze tak było),w akademiku trafiłam np. na osoby,które mimo grafiku nigdy nie sprzątały w swojej kolejce,co było totalnie wkurzające;były też osoby,które miały ze sobą ciągłe konflikty – a współlokatorów się nie wybiera :/ chociaż to i tak był luksus,że pokoje mieliśmy w segmentach po 6,z własną łazienką i kuchnią. w Polsce w moim mieście są akademiki z jedną kuchnią i kilkoma prysznicami na całe piętro (czyli jakieś 20 pokoi!!!),to dopiero hardkor. generalnie uważam,ze człowiek do wszystkiego się przyzwyczaja,chociaż sama się w takich akademikowych polskich warunkach nie widzę.

  8. Ja od matury mieszkam na swoim. Na początku ze współlokatorkami, teraz od prawie trzech lat sama. Porównania do akademika nie mam, ale powiem tak: cenię prywatność, ciszę i spokój. Zamienić, bym się nie zamieniła.
    Dzięki za odwiedziny :)
    Lody… wybieram się na takie z prawdziwego zdarzenia od dwóch tygodni. Ale jutro przed pracą w końcu do nich dotrę. Malinowe. To postanowione :).

  9. Nie chciałabym mieszkać w akademiku, mimo wszystko. U nas, W Toruniu, w jednym z akademików niedawno wrzucili psa studentki do szybu wentylacyjnego. Zawisł na smyczy, reszty chyba nie muszę dokańczać. Piją, imprezują, ciągle podobno hałas. Ja wynajęłam sobie najpierw z koleżanką ( teraz z chłopakiem :3 ) pokój w jednym z bloków na pięknym osiedlu i płacę 390zł już ze wszystkimi opłatami, a mieszkanie nowoczesne i zadbane. Żyć nie umierać :D
    Postanowiłam wrócić do blogowania i zauważyłam u siebie twój komentarz, to miłe, że mnie znalazłaś :) Pewnie, że pamiętam o bykoraliku!
    Pozdrawiam,
    April

  10. Mieszkam w wynajętym mieszkaniu z dwoma chłopcami [ w tym jednym moim] i czasem… zazdroszczę koleżankom z akademika. Jeśli ma się „spoko” współlokatorow. To naprawdę da się przywyknąć. Sama często bywam w akademiku u koleżanki przy opracowywaniu projektow i muszę powiedzieć że jest bardzo miło :)

  11. Ja wybieram sie w październiku na studia zaoczne. Będę dojeżdżać. JEstem zbyt związana emocjonalnie z moim maleńkim braciszkiem żeby się teraz rozstawać ;)

  12. Ostatnio chwytają mnie sentymenty i zaglądam na blogi, które obserwowałam kilka lat temu. Zazwyczaj trafiam na puste witryny, więc miło, że Twój blog dalej istnieje, choć od dawna nie było żadnego posta. Cóż, nie jestem pewna pod jakim nickiem kryłam się wtedy, bo są trzy opcje i za nic nie umiem przypomnieć sobie tej odpowiedniej (Blossom, O’ lub TamaraUndai – wiem, że na Twoim kanale na YT komentowałam i rozmawiałam z Tobą pod tym ostatnim nickiem), ale i tak miło znowu poczytać coś Twojego :) Ja ze studiami mam to szczęście, że uczelnia znajduje się w sąsiednim mieście i choć fakt, będzie to prawdopodobnie godzina dojazdu dziennie, to i tak się cieszę. Jakoś nie wyobrażam sobie, że miałabym się na razie wyprowadzać.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.