Bądźmy fit! Przepis na sałatkę z selera naciowego

Witajcie, Kochani!

Dawno mnie tu nie było. W ciągu roku tak wiele zdarzeń miało miejsce w moim życiu i teraz dopiero wiem, co do dorosłość. Gdy najpierw zakochujesz się przypadkowo na pielgrzymce maturalnej w Częstochowie, potem kujesz do matury, szukasz pracy (a w ubiegłe wakacje sprzedawałam warzywa na targu, rozpoczynałam staż w gazecie, sprzedawałam piwo na polu paintballowym i w końcu trafiłam do wspaniałej niemieckiej kawiarni), pracujesz, dojeżdżasz autem do pracy, czujesz dorosłość. W międzyczasie okazuje się, że miłość to sprawa trudna, a czasami lepiej być osobno, niż ranić i ścierać się razem. Gdy w Twojej rodzinie pojawia się choroba, wtedy też zdajesz sobie sprawę z tego, jak cenne jest życie. Mamy je jedno, dlatego realizujmy swoje pasje! Wszystkie te tematy, jak studia, które wybrałam, czyli farmacja, mieszkanie w akademiku (jestem już po przeprowadzce), studenckie życie w Poznaniu i moje poszukiwania pracy to tematy na kolejne posty.

Póki co postanowiłam wziąć się za siebie. Co więcej – chciałabym i Was zmotywować do pracy nad sobą i swoim ciałem. Ja mam zamiar popracować nad brzuszkiem, bo nie czarujmy się – to on jest głównym „problemem”. Jednak, gdy przychodzą kolokwia długo nie wytrzymuję bez czekolady. Wczoraj kupiłam sobie blender, bo ostatni spaliłam (odradzam wszystkim próby wyrobienia ciasta do muffinek w blenderze), więc już dziś rano piłam koktajl truskawkowy. Oprócz tego zrobiłam dziś pyszną sałatkę z selerem naciowym, na którą przepis chciałabym Wam podać.

Czego potrzebujemy?

-jedno opakowanie selera naciowego

-dorodny pęczek rzodkiewek – a jeśli już jesteśmy w temacie rzodkiewki, to ładną i z ekologicznej uprawy dorwałam dzisiaj w niemieckim Kauflandzie. Nienawidzę kupować rzodkiewki w Poznaniu, bo zawsze ludzie kradną tam i „ogołocają” pęczki w ten sposób, że do foliówki wkładają swój pęczek i jeszcze pourywane rzodkiewki z innych pęczków. Nie wiem, czy to poznańska oszczędność, czy cebulowatość, ale tej cechy w Poznaniu nie lubię. U mnie w województwie lubuskim rzodkiewki się nie kradnie :D To taka mała rzodkiewkowa dygresja, wracam do składników

-plastry szynki w zależności od tego, jaką lubicie

-łyżka oleju ryżowego lub rzepakowego czy oliwy z oliwek, jeśli lubicie :)

-łyżka musztardy

-sok z jednej limonki

-pieprz, dużo pieprzu :)

1.Selera naciowego należy pokroić w księżyce

2.Rzodkiewkę kroimy w talarki:

3.Szynkę kroimy w paseczki, potem całość skrapiamy z sokiem limonki, polewamy olejem wymieszanym z musztardą, dodajemy pieprz i mieszamy.

Efekt jest następujący:

Czy lubicie selera naciowego? Ja w postaci sałatkowej bardzo, teraz korci mnie, by zrobić zielone smoothie. Jeśli łączyliście już kiedyś seler naciowym z innymi smakami, to chętnie wypróbuję Wasze „smaki”.

A więc zapraszam do spróbowania sałatki świeżej, lekkiej, bardzo wiosennej. Pewnie nie tylko mnie co jakiś czas łapią wyrzuty sumienia, jak niezdrowo się odżywiam. Fast foody i mleczna czekolada sieją zgubienie ;) A jak studiuje się farmację, to powinno się myśleć o zdrowiu. Myślę, że jednak kostka gorzkiej czekolady dziennie i to jeszcze tej z dużą zawartością kakao podziałają na nas optymistycznie i uwolnią endorfinki.

Macie profile na instragramie? Podawajcie adresy, będę obserwować :) Sama zapraszam do siebie tutaj :)

10 Komentarze

  1. Hej, jasne, że pamiętam Twojego bloga :) ostatnio sama miałam przerwę w pisaniu bloga. Dużo rzeczy mi się nagromadziło w życiu prywatnym i na bloga zabrakło miejsca. Studiuję inżynierię materiałową we Wrocławiu, więc pewnie sprawozdania robimy jednak z ciut innego materiału:)

  2. Uwielbiam selera naciowego.. kiedyś jadłam sałatkę w praskim hotelu… wiem tylko że prócz selera był orzech włoski… w sumie nic trudnego, jednak sos był tak smaczny, że kilka razy chodziłam po dokładkę. Jak na razie nie trafiłam na ten przepis. Czekolada jest dobra na wszystko :)

  3. Został mi rok do tej „dorosłości”, jednak czasami czuję, że mam o 20 lat więcej niż w rzeczywistości.

    Seler naciowy jest pyszny, niestety mało znany w naszej kuchni.

  4. Fajnie, że wróciłaś. Trochę mnie martwiła ta cisza.

    Pisz częściej i nie znikaj! U mnie też są raz wzloty i upadki, ale staram się konsekwentnie dodawać wpisy na blogu ;)

  5. Tak dobrze, że jesteś.
    Ja też wracam na starego bloga.
    Co do dorosłości dopadła mnie w miarę wcześnie…
    Jednak zderzenie z nią nigdy nie jest przyjemne.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.